Martin Lechowicz to postać nietuzinkowa. Bard samouk, pisarz, dziennikarz, twórca podkastów, wydawca i człowiek zajmujący się milionem innych rzeczy. Człowiek, który absolutnie wszystko robi niezależnie i bez pogoni za sławą za wszelką cenę - a wręcz przeciwnie :) Wali prosto w oczy najczęściej w sposób komiczny, ale to wcale nie znaczy, że nie inteligentny - a wręcz przeciwnie :)
Jego dzieła często są pełne goryczy i zmuszają do zastanowienie się - ale czasem jest wręcz przeciwnie :) Zdarzają się bowiem, jak sam to określa: [...] także rozmaite kretynizmy, których poziom jest tak dramatycznie niski, że określenie completely unprofessional wydaje się eufemizmem. Nazwa "Completely Unprofessional" brzmi jednak lepiej niż "Szczyt Żenady", "Niewiarygodna Tandeta", "O k***" czy też "Rany Boskie Co To Jest".
Do tej pory ukazały się dwie jego płyty. Mimo, że większość utworów (wszystkie?) można ściągnąć za darmo, to jednak warto kupić te płyty. Bo do płyt dołączane są różne różności, np. kod dostępu do materiałów zarezerwowanych dla kupujących płyty. Niektóre wydawnictwa kolekcjonerskie wielkich wydawnictw są uboższe i przygotowane mniej starannie... No i pamiętajcie, że w tym przypadku pieniążki za płyty trafiają w zdecydowanie większym procencie do twórcy niż w przypadku płyt kupowanych w "normalnej" dystrybucji... Ja mam obydwie, a do tego książkę :)
Zwykle nie daję linków do stron jakowyś - tym razem robię wyjątek, bo ta strona to nie tylko zwykle spotykane na takich stronach informacje o wykonawcy. Ta strona to duuuużo więcej, w dodatku ciągle żyje, ciągle pojawiają się nowe materiały. Szczerze polecam: MartinLechowicz.com.
A jak ja trafiłem na Martina? Jak zwykle przez przypadek. Ktoś pokazała mi na YouTube "Balladę o pchle". Tym razem jakoś tak dotarło do mnie, że to nie może być jednorazowy wygłup. No i poszukałem informacji o wykonawcy i okazało się, że miałem rację :) Od tej pory płytki Martina bywają częstym gościem w moim odtwarzaczu...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja śpiewana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poezja śpiewana. Pokaż wszystkie posty
piątek, 4 lutego 2011
wtorek, 18 stycznia 2011
Zespół Reprezentacyjny
Paradoksalnie to w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych było łatwiej o dostęp do wartościowej muzyki. Bo ta muzyka krążyła wśród ludzi, była polecana. A jeśli ktoś chciał lepszej jakości nagrań - wtedy trzeba było starać się o to. Trzeba było mieć odpowiednie kontakty, albo... szczęście :) Najlepsi artyści rzadko byli obecni w oficjalnych mediach. No i jak człek już dorwał coś ciekawego, to cieszył się tym niemiłosiernie.
Teraz wchodząc do sklepu najczęściej omijam stoisko z płytami - nie sprawia mi radości kupienie czegoś co jest na wyciągnięcie ręki. No i większość to zdecydowanie kicz, chłam... Wiem, to teraz jest sytuacja normalna, a nie wtedy... No, ale stary już jestem, a starsi ludzie z sentymentem wspominają czasy młodości :)
Pewnego razu ktoś znajomy (chyba Roback) podrzucił mi kasetę Zespołu Reprezentacyjnego. Nazwa trochę dziwna, ale kaseta ze źródła pewnego...
Posłuchałem i... wymiękłem. Nie pamiętam już, które to były płyty (na pewno "Pornograf" i jeszcze jedna). Urzekła mnie ta poezja śpiewana w sposób niezwykle zaangażowany, a jednocześnie lekki i pełen humoru. Czasami to był humor przez łzy...
I nie wiedziałem kto stoi za tymi wykonaniami. Dopiero po latach dowiedziałem się, że głównymi sprawcami są Filip Łobodziński (tak, ten Filip z Wiadomości TVP, ten Filip z "Podróży za jeden uśmiech", z "Stawiam na Tolka Banana") i Jarosław Gugała (tak, ten Gugała z Wiadomości TVP, a później z Informacji Polsatu).
To dzięki nim poznałem poezję Georgesa Brassensa, Lluisa Llacha...
Przypomnienie o Zespole Reprezentacyjnym doprowadziło do tego, że stwierdziłem, że kasety są już za bardzo zajechane (tak - czasem jeszcze coś słucham z kaset) i kilka klików i zamówiłem reedycję płyt "Pornograf" i "Sefarad" na CD...
Teraz wchodząc do sklepu najczęściej omijam stoisko z płytami - nie sprawia mi radości kupienie czegoś co jest na wyciągnięcie ręki. No i większość to zdecydowanie kicz, chłam... Wiem, to teraz jest sytuacja normalna, a nie wtedy... No, ale stary już jestem, a starsi ludzie z sentymentem wspominają czasy młodości :)
Pewnego razu ktoś znajomy (chyba Roback) podrzucił mi kasetę Zespołu Reprezentacyjnego. Nazwa trochę dziwna, ale kaseta ze źródła pewnego...
Posłuchałem i... wymiękłem. Nie pamiętam już, które to były płyty (na pewno "Pornograf" i jeszcze jedna). Urzekła mnie ta poezja śpiewana w sposób niezwykle zaangażowany, a jednocześnie lekki i pełen humoru. Czasami to był humor przez łzy...
I nie wiedziałem kto stoi za tymi wykonaniami. Dopiero po latach dowiedziałem się, że głównymi sprawcami są Filip Łobodziński (tak, ten Filip z Wiadomości TVP, ten Filip z "Podróży za jeden uśmiech", z "Stawiam na Tolka Banana") i Jarosław Gugała (tak, ten Gugała z Wiadomości TVP, a później z Informacji Polsatu).
To dzięki nim poznałem poezję Georgesa Brassensa, Lluisa Llacha...
Przypomnienie o Zespole Reprezentacyjnym doprowadziło do tego, że stwierdziłem, że kasety są już za bardzo zajechane (tak - czasem jeszcze coś słucham z kaset) i kilka klików i zamówiłem reedycję płyt "Pornograf" i "Sefarad" na CD...
niedziela, 16 stycznia 2011
Ewa Demarczyk
Dzisiaj 70 urodziny tej niezapomnianej arystki.
Pani Ewa to po prostu fenomen. Czy dzisiaj możliwe byłoby, żeby ktoś z tak ambitnym, wyrafinowanym repertuarem zdobył aż taką popularność? Szczerze wątpię.
Pani Ewie udała się rzecz praktycznie niemożliwa. Poezję w jej wykonaniu do, czasami, wcale nie prostej muzyki Zygmunta Koniecznego, a później Andrzeja Zaryckiego słuchała cała Polska - od inteligencji do prostych ludzi. I, co niezwykle ważne, te utwory są obecne w polskiej muzyce do dzisiaj.
Śmiem twierdzić, że gdyby Pani Demarczyk urodziła się w innym, wówczas w miarę normalnym kraju, odniosłaby sukces na miarę Edith Piaf. Chyba, że na przeszkodzie stanąłby jej trudny charakter...
Pani Ewa to po prostu fenomen. Czy dzisiaj możliwe byłoby, żeby ktoś z tak ambitnym, wyrafinowanym repertuarem zdobył aż taką popularność? Szczerze wątpię.
Pani Ewie udała się rzecz praktycznie niemożliwa. Poezję w jej wykonaniu do, czasami, wcale nie prostej muzyki Zygmunta Koniecznego, a później Andrzeja Zaryckiego słuchała cała Polska - od inteligencji do prostych ludzi. I, co niezwykle ważne, te utwory są obecne w polskiej muzyce do dzisiaj.
Śmiem twierdzić, że gdyby Pani Demarczyk urodziła się w innym, wówczas w miarę normalnym kraju, odniosłaby sukces na miarę Edith Piaf. Chyba, że na przeszkodzie stanąłby jej trudny charakter...
Subskrybuj:
Posty (Atom)