Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gitara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gitara. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 października 2011

Scorpions

Dzisiaj urodziny Matthiasa Jabsa - od 1978 roku gitarzysty grupy Scorpions. W roku następnym ukazała się płyta "Lovedrive". Co ciekawe w nagraniu płyty udział brało trzech gitarzystów - Matthias Jabs, Michael Schenker i Rudolf Schenker. Rudolf jako gitarzysta rytmiczny grał we wszystkich utworach, natomiast Matthias i Michael podzielili się kawałkami i nagrywali osobno.
Mimo tego album brzmi bardzo spójnie i zgodnie uznawany jest za najlepszą płytę w dyskografii zespołu.
W sumie nie wiem dlaczego ale druga połowa lat 70-tych ubiegłego wieku i lata 80-te to wysyp zachodnioniemieckich zespołów heavy metalowych, które na stałe weszły do kanonu tego gatunku.
Nie wiem również dlaczego, ale początkowo prawie wszystkie te zespoły nie przypadały mi do gustu :) Chyba chodziło o dość specyficzne barwy głosów wokalistów... Ale gdy w końcu się do nich przekonałem to moja miłość trwa do dzisiaj... Podobnie było właśnie ze Scorpions, z tym, że właściwie tylko właśnie z tamtego okresu ich płyty przypadają mi do gustu. Późniejsze, zaczynając od "Crazy World" jakoś dość często zalatywały, jak dla mnie, kiczem...

niedziela, 9 października 2011

Stróż nocny

Tom Morello to jeden z najlepszych i najważniejszych gitarzystów rockowych. To nie podlega żadnej dyskusji :) Jego fascynacja z jednej strony muzyką gitarową a z drugiej rapem stały się podwalinami brzmienia jednej z najciekawszych grup czyli Rage Against The Machine.
Co ciekawe Morello wcale nie był genialnym gitarzystą - wręcz przeciwnie - początkowo miał problemy z opanowaniem instrumentu. Jednak uparł się i ćwiczył, ćwiczył i ćwiczył... Po 8 godzin dzienne. Aż osiągnął prawdziwe mistrzostwo i znalazł własne brzmienie.
Ale nie tylko gitarą elektryczną Morello się zajmuje. Nieobce są mu również gitara akustyczna i wokal co znalazło swoje odzwierciedlenie w projekcie solowym nazwanym The Nigthwatchman. Naprawdę warto posłuchać tych nagranych właściwie minimalistycznie, ale jednocześnie pełnych niesamowitej energii płyt...
O jego zaangażowaniu politycznym i społecznym nie będę pisał - wystarczy posłuchać utworów :)

wtorek, 26 lipca 2011

Jacek Skubikowski...

Niedawno (13 czerwca) minęła 4 rocznica śmierci Jacka Skubikowskiego. Bardzo żałuję, że nie ma go już wśród nas. Ceniłem go niesamowicie jako wykonawcę, kompozytora, autora tekstów. We wszystkich tych dziedzinach był mistrzem. Między innymi dzięki niemu przekonałem się, że na festiwalach w Opolu, czy też innym Sopocie pojawiają się nie tylko twórcy i wykonawcy czysto komercyjni lub też mający aktualnie fory u władzy, ale i ludzie, którzy naprawdę mają coś do przekazania...
Z drugiej strony czasem zastanawiam się, czy dzisiaj Jacek trafiłby do mnie... Nie, nie chodzi o to, że dzisiaj nie podoba mi się tak jak kiedyś. Wręcz przeciwnie - jego płyty to jeden z, w sumie niewielu, przykładów tak dobrze zrealizowanych polskich płyt z tamtych lat, że nic a nic się nie zestarzały. Nadal brzmieniowo bronią się znakomicie. Chodzi mi o to, że teraz pewnie nie kupiłbym tych płyt - bo strasznie dużo jest innej muzyki, która mnie interesuje, o której ciągle się mówi, która obecna jest w mediach. Wiem, że zrobiłbym ogromny błąd, ale tak pewnie by było.
Wówczas ukazywało się stosunkowo mało płyt. Ja, jako zagorzały fan heavy metalu nie miałem za dużo możliwości wydawania kieszonkowego na płyty z tego nurtu. A że lubiłem ogólnie muzykę to w sumie kupowałem prawie wszystko co wychodziło. No i właśnie dzięki temu czarne krążki Jacka Skubikowskiego wylądowały w mojej kolekcji i na zawsze zapadły w moją pamięć...