Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 czerwca 2017

Heloł... Sporo czasu mnie nie było. Tzn. byłem, ale nie tutaj :)

Nie czas i nie miejsce na wyjaśnianie powodów nieobecności. Ważne, że jest szansa, że wrócę do w miarę regularnego pisania. Właśnie ukazało się pierwsze wydawnictwo grupy Tamp. Niby to epka, ale trwa prawie 27 minut - znam zespoły, które wydawały longplaye niewiele dłuższe ;)

Dlaczego piszę o tym zespole? Bo właśnie takiej muzyki mi brakuje najbardziej. Teraz w eterze panuje anglojęzyczny pop, r'n'b, hip-hop i normalny człek nie może znaleźć muzy z polskim wokalem, przy której mógłby napić się piwka i pokiwać grzywą albo potupać nogą. Pamiętacie Korbę? TSA na pewno znacie. Tamp to coś pośredniego między Korbą a TSA. I to mi się bardzo podoba.

Ale po kolei...

Tamp zaczyna swoją epkę dość nietypowo, bo na pierwszy ogień idzie najsłabszy (to moje subiektywne zdanie) kawałek. "Prawdziwy Świat" zaczyna się jak kawałek jakiejś kolejnej alternatywnej grupy. Absolutnie nie przedstawia prawdziwego oblicza zespołu. W dodatku we fragmentach balladowych głos Maćka nie pasuje mi. Po prostu jego barwa do takich spokojnych momentów nie nadaje się i tyle...

Potem leci "Rock 'n' Roll na śniadanie". TSA! Nie, chłopaki, nie obrażajcie się - to komplement! I tutaj nic nie mam do zrzucenia - zdrowy, prawdziwy hard rock. O solówkach napiszę później, bo to warte wspomnienia. I wreszcie prawdziwe oblicze zespołu. Zespołu przez duże Z - nikt tu nie odstaje, stanowią monolit i słychać, że dogadują się i wiedzą co chcą robić. Grać rocka :)

"Upłynął czas" - ballada. Czepiałem się, że barwa Maćka nie pasuje mi do ballad. Tu jest inaczej. Bo mam wrażenie, że ten utwór powstał w pierwotnej wersji na w pełni elektryczny skład, a dopiero później przeszło to na akustyczną wersję. I tutaj jakoś ten wokal pasuje (ale i tak zdecydowanie wolę jego wokal w ostrzejszych kawałkach).

"Motocykl" - chyba najfajniejszy kawałek na płytce. No nie powinno dziwić moje zauroczenie tym kawałkiem, bo brzmi jak... AC/DC, a ja jestem fanem tego zespołu. Doskonały kawałek do jazdy samochodem albo na zloty motocyklistów :)

"Hallelujah" kojarzy mi się z Cohenem, ale w tym przypadku jednak nie mamy do czynienia z coverem tylko z nowym utworem pod tym samym tytułem. Do tego kawałka zespół nagrał teledysk - premiera 1 lipca 2017. Z jednej strony super hard rock, z drugiej... nic nowego. Ale ogólnie kawałek fajny.

Oprócz perkusji "Ty i Ja" kojarzy mi się z Dżemem. Wokal jakby od niechcenia (i tak powinno być w każdym kawałku!).

Pisałem wcześniej, że wspomnę o solówkach gitarowych. Są. I są bardzo fajne. I w dodatku są dwie. Dwie w sensie, że dwie gitary, jedna po drugiej, mają swoje solo. I to mi się baaaardzo podoba.

I właśnie takich zespołów brakuje mi w polskich stacjach radiowych, zespołów grających prawdziwego rocka...

niedziela, 31 sierpnia 2014

Black Crowes - Warpaint

Piąta rano... Siedzę na dworcu PKP i po długiej podróży czekam na przesiadkę...
W słuchawkach przeleciało kilka płyt...
Teraz Black Crowes "Warpaint". Owszem, wcześniej też słuchałem tej płyty, ale jakoś mniej uważnie. Teraz już mogę coś więcej napisać o tym albumie.
Hmmm... Czy na pewno mogę? Black Crowes to trochę nietypowy zespół. W sumie słabo ich znam, ale jedno jest pewne - nie da się ich łatwo zaszufladkować. Cały czas myślałem, że obracają się w dźwiękach podobnych do Bon Jovi, Motley Crue, itp. A tu okazuje się, że jest jednak inaczej...
"Warpaint" to powrót do korzeni amerykańskiego rocka. Mocno podszyty bluesem i w ogóle nie brzmi wcale współcześnie... I to, wbrew pozorom, największy atut tej płyty.
Słucha się tego w odpowiednich warunkach naprawdę bardzo dobrze!
Jednocześnie czuć, że muzycy naprawdę dobrze bawili się przy nagrywaniu tej płyty. Luz i zabawa. Jedyny minus - brak przebojów... Ale to chyba dobrze - jako całość płyta broni się znakomicie...
Jeśli ktoś chce konkretnych porównań to całość brzmi jak AC/DC (z Bonem Scottem) grające bluesa bez domieszki metalowych riffów... Oczywiście nie wszystkie kawałki, ale momentami miałem takie skojarzenia...

poniedziałek, 22 października 2012

Tokyo Savannah

Wracam :)
Ale nie wiem na jak długo ;)
Zespół Tokyo Savannah tak zapadł mi w ucho, że musiałem się z Wami tym podzielić.
Wbrew nazwie nie są ani Japończykami, ani nie pochodzą z miejscowości w USA o podobnej nazwie... Może lubią Japonię i koty rasy savannah. Nie wiem, nie wnikam. A są z Brazylii :)
Dość napisać, że tak mięsistego rocka dawno nie słyszałem. Płyta mi się bardzo podoba. Hmm... Właściwie nie bardzo, tylko bardzo bardzo bardzo...
W zalewie produkcji, które na siłę chcą się wypromować nowymi pomysłami Tokyo Savannah jawi się jako zespół, który ma po prostu wszystko w d... i robi swoje. I w dodatku robi to niesamowicie fajnie!!!

Tokyo Savannach

To jest cała płyta do odsłuchu, a nawet do ściągnięcią - za darmo i legalnie.

sobota, 16 czerwca 2012

Music Rage

Po długim milczeniu wracam... Nie wiem na jak długo, bo teraz przecież Euro, no i praca nad pewnym nowym, rozwijającym się projektem.
Tym razem nie będzie o muzyce z MegaTotal. Dzisiaj o nowym na skalę światową serwisie Music Rage. To polski projekt, który mnie po prostu zachwycił! Za kilka dolarów (minimum 1$) kupujemy paczkę 4 płyt. Czyli wychodzi 25 centów za płytę - to przy wpłacie minimalnej. Ale płacimy ile chcemy i jak chcemy dzielimy kasę pomiędzy muzyków i twórców projektu. A jak zapłacimy powyżej średniej wpłaty to dostaniemy piątą płytę. W dodatku możemy sobie ściągnąć pliki w formacie mp3 lub flac. Albo jedno i drugie :) Ja tak zrobiłem - flac wypalony na CD, mp3 do urządzeń przenośnych.
 Duży plus dla autorów projektu - błyskawiczny kontakt. Wysyłając do nich maila nie czekałem na odpowiedź dłużej niż godzinę.
Drugi plus i to potężny - w paczkach są płyty zespołów niezależnych, które prezentują niesamowity poziom muzyczny. Kupując zestaw rozpoczynamy przygodę z muzyką, której wcześniej (najczęściej) nie znaliśmy ale z góry wiemy (dzięki reputacji twórców serwisu), że to będzie pozytywna przygoda. Ja się jeszcze nie zawiodłem. I biorę wszystko w ciemno. Nawet jak zrobią paczkę disco-polo to kupię ;)
A teraz trochę minusów... W pierwszym zestawie było kilka błędów. Złe otagowanie, zła długość plików. Błędy w sumie drobne i nie wszystkie wynikały z winy MusicRage. W dodatku zostały naprawione :) No i nawet po zakończonej sprzedaży można ponownie ściągnąć pliki...
Ale największy minus to brak okładek i plików .cue. Osobom słuchającym muzę tylko na przenośnym sprzęcie to pewnie nie przeszkadza, ale ja jestem starej daty i lubię widzieć okładkę, poczytać co tam twórcy na niej zamieścili, no i mieć wypalone CD zgodnie z zamysłem artystów.
 Mały minus za to, że twórcy serwisu komunikują się (w oficjalnych ogłoszeniach) z odbiorcami tylko po angielsku. Mały, bo jak ktoś nie zrozumie to można wysłać pytanie i błyskawicznie odpowiedzą po polsku :)
Tak czy inaczej ja będę wspierał Music Rage z całego serca i częścią mojego portfela. Mając możliwość ściągnięcia muzyki z serwisów pirackich lub za niską cenę kupić legalnie wybieram to drugie. Bo wiem, że wspieram ludzi, którzy dostarczają mi wiele radości.

niedziela, 1 kwietnia 2012

ZB.OK.

Mam ostatnio szczęście w losowaniu płytek :)
Tym razem padło na Zbieg Okoliczności "Pierwsze wyjście z boku" i jestem zachwycony tym singlem. Znowu czysty, nieprzekombinowany rock. To lubię!
Chłopaki twierdzą, że grają punk. Owszem, z tego rodzaju muzyki czerpią inspiracje i to słychać. Słychać Pidżamę Porno i KSU. Ale i np. Róże Europy wyraźnie są słyszalne. I bardzo dobrze, bo tego rodzaju muzyki brakuje mi najbardziej. W dodatku zagranej bardzo sprawnie i z polotem.
Teksty są niesamowite! Pokręcone, a jednocześnie głębokie i poruszające. Może nie w sposób zmuszający do refleksji, czy zadumy, ale na pewno wymuszają uruchomienie szarych komórek :) Tu również najbardziej kojarzą mi się Róże Europy, no i trochę Kobranocka... Duże brawa dla autora tekstów!!!
Szkoda, że podana na okładce strona www nie istnieje już. Za to można chłopaków znaleźć na MySpace. Polecam!

sobota, 31 marca 2012

Snakegarden

Długo się nie odzywałem... W którymś z następnych wpisów wyjaśnię dlaczego :)
A dzisiaj będzie o Snakegarden i ich płycie "Pustynia martwych ogrodów".
Z płyt MegaTotal, które dotychczas przesłuchałem i opisałem chyba ta najbardziej mi "leży". To po prostu moje klimaty - prawdziwy rock, bez udziwnień, bez zbędnych bajerów, bez przekombinowania.
Ostre riffy, dobre solówki, rasowy rockowy wokal. Obok ostrych kawałków są i ballady i one również "dają radę"... Dowód na to, że rock nie umarł i ma się bardzo dobrze.
Mimo, że płyta nie jest odkrywcza, to jednak słucha się jej bardzo przyjemnie. Zarówno muzycznie jak i tekstowo. Może dlatego, że coraz mniej kapel gra po prostu rocka...
Słychać wpływy TSA, AC/DC, Illusion. I bardzo dobrze - toż to wzorce jak najbardziej godne naśladowania.
Chłopaki! Grajcie jak najdłużej!!!

czwartek, 16 lutego 2012

Sadownicy

A tym razem jeszcze inne spojrzenie na muzykę... Relacja "live" :) Czyli wrzucam płytę, której nie znam, a nawet zespołu, którego w ogóle nie znam i piszę na bieżąco jakie sprawia na mnie to wrażenie...
Z pudełka z napisem MegaTotal wyciągnąłem kartonik z nazwą Czerwieńsza Strona Jabłka. Płyta nosi tytuł "Ratuje świat!". Noooo, nazwa zespołu, tytuł płyty, okładka i jej kolorystyka podpowiadają mi, że będzie folk, a dawno nic nowego w tym gatunku (jednym z moich ulubionych) nie słuchałem. Jeszcze rzut oka na "listę startową" i lecimy!!!
1. "Już jest po mnie"
Pierwsze co mnie uderza, to fakt, że to wcale nie folk! To delikatny rock + trochę funk... Druga sprawa - albo mam bardzo kiepski sprzęt, albo nagranie kiepsko zrealizowane. Czuję w tym kawałku duży potencjał, ale jakoś słabo brzmią instrumenty i wokal. Całości pod względem brzmienia brakuje głębi i wyrazistości. Tekstowo może nie najwyższych lotów, ale niebanalnie i ciekawie. Duży plus za ładne zmiany - zwrotka dość energetyczna, refren ładnie spokojny - i to wszystko pasuje do siebie.
2. "Chcę być małym chłopcem"
Znowu brzmienie, któremu brakuje głębi... O! Reggae! Plus za dykcję wokalisty! Zaśpiewał wyraźnie "latarką", a nie "latarkoooooom". Za mało wyraźnie słyszalna selekcja instrumentów. Tworzą "ścianę dźwięku", ale nie w tym pozytywnym znaczeniu - minus dla studia i producentów (albo mojego sprzętu). Tekst baaaaardzo mi się podoba! Bardzo fajny kawałek!!!
3. "Grosz"
Początek jak stare, dobre Róże Europy + Chłopcy z Placu Broni, a do tego Wolna Grupa Bukowina. Poważnie! Takie pomieszanie. Brzmienie trochę lepsze niż poprzednio, ale to może dlatego, że mniej instrumentów na raz ;) Tekstowo początkowo wydaje się poetycko, ale jak się zastanowić, to jednak... głupio...
4. "Piekło"
Znowu okolice reggae - fajnie :) Brzmienie jakby czystsze. I jakby wokal bardziej się odnajduje w tym kawałku. Tekstowo również fajnie. Coś mi się wydaje, że w tym utworze wszyscy członkowie zespołu odnaleźli się w pełni. Czuć feeling, czuć przekaz, czuć energię - na razie najlepszy kawałek! Chce się człowiekowi bujać :)
5. "na każdą myśl"
I jakby znowu czystsze brzmienie. Ale tylko przez chwilę... Przy większej ilości instrumentów jednak znowu problem z selektywnością dźwięku. Kawałek jakby niepotrzebny. Jakby napisany na siłę na Przegląd Piosenki Aktorskiej - czyli ani to piosenka, ani aktorstwo... Muzyka odwraca uwagę od tekstu, a jak się człek próbuje skupić na tekście to albo ucieka muzyka, albo muzyka jednak zabija próbę odczytania tekstu... Najsłabszy kawałek na razie...
6. "Moje dłonie"
Funk... Jazz... Pop-rock... Zwrotki całkiem fajne. Gorzej w refrenie, bo znowu brzmienie zbyt płaskie i zbyt wszystko zlewa się w jedno. Pięknie brzmią momenty przejścia z energetycznego działania w bardziej liryczne, spokojne... Solówka końcowa bardzo fajna - nóżki same zaczynają tupać - szkoda, że taka krótka :(
7. "Ratuję świat"
Oj, zbyt muzycznie poetycko się to dla mnie zaczyna... Ufff, jednak reggae... Jednak znowu produkcja za mało wyraźna i mam problemy ze zrozumieniem słów zagłuszanych przez instrumenty...Tekstowo byłoby bardzo, bardzo ok, gdyby nie skojarzenie z "Załogą G" Hurtu i autoironicznym "Bohaterem ostatniej akcji" ;)
8. "Znajdę cię"
Początek super - człek sam zaczyna śpiewać "Jeszcze nie wiem jak, jeszcze nie wiem gdzie, ale znajdę ciebie, nawet w niebie, nawet tam"... Ale potem robi się zbyt przekombinowanie i nie można tak łatwo zanucić - to wcale nie znaczy, że jest źle... Momentami przywodzi na myśl wręcz Michała Bajora :)
9. "Usta, oczy"
Powtórzyć się muszę - produkcja znowu słaba. Wokal w bardziej energetycznych momentach źle słyszalny... "Mój świat jest dychotomiczny"... Takich słów chyba nigdy nie słyszałem w tego rodzaju muzyce :) Skrzypce fajne :)
10. "Żurawie"
O! Wreszcie coś folkowego! Hm... Jednak to folk w stylu... Czerwonych Gitar. No poważnie... Wyobraźcie sobie Czerwone Gitary udające zespół folkowy podlane lekkim sosem psychodelii...

Powyższy zapis jest prawdziwy - powstał podczas pierwszego odsłuchania płyty zespołu Czerwieńsza Strona Jabłka. Zespołu, który sprawił na mnie wrażenie, jakby to były dwie różne ekipy. Jeden zespół grający bardzo fajne, dojrzałe reggae, drugi jakby wahał się, czy ma iść w stronę poezji śpiewanej, czy jednak być zespołem rockowym.
Całości zabrakło odpowiedniego realizatora dźwięku - zbyt płytkie brzmienie, chwilami niepotrzebnie zlewało się to w "ścianę dźwięku". Niepotrzebnie, bo to nie ten rodzaj muzyki...
Nie twierdzę, że po przesłuchaniach kolejnych nie zmienię zdania - jak napisałem wcześniej była to "relacja na żywo"...
A teksty są naprawdę super i to chyba najmocniejsza strona tego wydawnictwa...
Acha, żal mam do autorów opracowania graficznego - myślałem po okładce, że to folk ;)

sobota, 11 lutego 2012

Virus Ego

Jako, że ostatnio losowania z paczki MegaTotal przynosiły podobne częściowo zespoły tym razem postanowiłem wybrać płytę innym sposobem... Oglądałem okładki i wrzuciłem do odtwarzacza pierwszą, która trafiła w mój gust :)
No i spodobała mi się okładka "Epidemia" Virus Ego i wylądowała w moim sprzęcie odtwarzającym.
Po raz kolejny mam problem... Ale nie negatywny - wręcz przeciwnie! Mam problem z opisem pozytywnych zjawisk jakie wywołało we mnie przesłuchanie tej płytki.
Intro - tu nie mam wątpliwości - ładne, ale w ogóle niepotrzebne. Owszem, może nadawałoby się na pełnoprawną płytę, ale i to niekoniecznie...
Ale potem pojawia się kawałek "Uwolnij się" i zwala mnie z nóg! Toż to współczesne Illusion! Ale zaraz... Coś brzmi dziwnie, niespotykanie... Tak! To skrzypce, które zostały potraktowane jak członek zespołu, jak drugi gitarzysta - chylę czoła przed takim pomysłem!
Numer 3, czyli "Bo cię zje"... I to klimatycznie całkiem inny kawałek. Czyli jednak nie kopia Illusion. Solówka końcowa jakby była dłuższa trochę, to pomyślałbym, że goście z Iron Maiden maczali w tym palce.
No i mamy "Wiele razy", które już takiego wrażenia nie robi. Gotyk prawie pełną gębą, a ja za tym nie przepadam. Prawie pełną gębą, bo kawałek ratuje wokalista i tekst. I jedno i drugie przednie! I tylko w tym przypadku uważam, że Pani Justyna została "źle użyta" - tak jak wspomniałem wcześniej - zbyt "gotycko", a takich kapel jest od cholery... Muzycznie jest po prostu nudno. Nie idźcie w tę stronę!
"Kiedyś nocą" znowu zaskakuje. Akustyczna piosenka, całkiem miła, pod koniec dostaje kopa ostrej gitary i... pasuje to do siebie zarąbiście!
Ostatni kawałek, czyli "Chcę" zaczyna się delikatnie. A po chwili robi się gorąco. I znowu to wszystko niesamowicie pasuje do siebie. I tylko jeden zarzut mam do tego kawałka - mimo, że trwa 5 minut i osiem sekund wydaje mi się za krótki! :) Chcę więcej takiego grania!!!
Wyszła mi najdłuższa notka w moim w sumie nieczytanym blogu :) Najdłuższa, bo "Epidemia" to płytka, która serwuje nam różnorodną muzykę i każdy kawałek zasługuje na uwagę.
A Pani z teledysku jest cudowna i poproszę o kontakt do niej ;) I więcej zdjęć Dżasty, bo również jest piękną kobietą!

wtorek, 31 stycznia 2012

Instytut

Kolejne losowanie "megatotalowe". "Niewidzialne ściany dźwięku" to EPka zespołu Instytut.
I od razu największy zarzut z mojej strony... W dzisiejszych czasach wybranie nazwy dla zespołu to nie tylko pewien sposób wyrazu artystycznego. To również działanie marketingowe. A co ma największą siłę pod tym względem od paru lat? Oczywiście Internet. No i nazwanie zespołu Instytut nie jest najszczęśliwszym wyborem... Ciężko wśród wyników wyszukiwania odsiać strony związane z różnymi instytutami naukowymi od tych związanych z zespołem. Ja sobie poradzę (trochę doświadczenia mam ;), ale nieobeznani z meandrami sieci mogą mieć problem...
Parę dni temu opisywałem swoje wrażenia z przesłuchania płytki grupy SynDikad. No i Instytut jest trochę podobny. Trochę, bo warsztatowo, muzycznie i klimatycznie jednak Instytut wygrywa.
To bardzo przyjemny gitarowy pop-rock z całkiem miłymi melodiami i ciekawymi tekstami. W dodatku potrafią stworzyć kawałki, które bardzo chętnie nuci się i da się łatwo zapamiętać :) Klimacik tworzą naprawdę bardzo fajny i warto zaufać im i posłuchać ich muzyki.
Mam nadzieję, że zespół będzie się rozwijał i w końcu wyda pełnoprawną płytę. Jestem jej bardzo ciekaw.
No i podobnie, jak w przypadku Coffee Break zarzut odnośnie sposobu zamieszczenia teledysku na płycie - i znowu trzeba płytkę wrzucić do kompa, żeby obejrzeć teledysk... Na PS3 nie ruszy :(

czwartek, 26 stycznia 2012

SynDikad

Dzisiaj w drodze losowania z pudełka MegaTotal w odtwarzaczu wylądowała płytka grupy SynDikad "Tylko te trzy".
I właściwie ciężko mi coś o tej płycie napisać, bo materiału mało, a i w sumie nie do końca moje klimaty. Sam zespół o sobie gdzieniegdzie pisze, że tworzy muzykę spod znaku vintage... No cóż, dla mnie to nie jest tak oczywiste.
Ot, to po prostu muzyka rockowa. Proste, ale chwytliwe melodie zagrane bez udziwnień. Pełno takich zespołów dookoła. Z jednej strony to zarzut, z drugiej... paradoksalnie wcale nie, bo w mediach ogólnodostępnych wcale takiej muzyki dużo nie ma.
Muzycznie nie ma rewelacji. Owszem, wszystko poprawne, ale bez fajerwerków. Wokal do wybitnych nie należy, za to teksty nie są najgorsze. Proste, ale jednocześnie właściwie ciężko je zapamiętać, jednak jak się człek wsłucha, to nie jest źle i nic nie rani uszu ;) Chyba największe szanse na stanie się przebojem miałby kawałek "Wiatr i łzy".
Muzycznie SynDikad najbardziej przypomina mi Myslovitz - tylko taki trochę mniej melancholijny... A w ogóle to porównanie jest tylko dla osób, które lubią porównania :)

piątek, 20 stycznia 2012

NeLL

Jestem zmieszany totalnie...
Z jednej strony Nell to dla mnie płyta naprawdę godna uwagi, a nawet czegoś więcej, z drugiej strony to coś bardzo wtórnego...
Skąd ten dualizm moich odczuć? Bo to wszystko było wcześniej. Było na przykład New Model Army. I tylko wokal trochę inny...

Tak wyglądał mój wpis po jednokrotnym przesłuchaniu płyty NeLL... Ale posłuchałem jeszcze kilka razy i zmieniam zdanie. Tworzycie swoją muzę, wypełniającą przestrzeń i niepozwalającą oderwać się od niej w momencie, gdy zacznie się jej słuchać...
Nie potrafię napisać nic więcej bo zawładneliście mną dokumentnie (bez skojarzeń!)...
A kawałek "Countepoint Widhin" rozpierdolił (ja nie używam wurgalyzmów) mnie dokumentnie...

sobota, 3 grudnia 2011

Judas Priest

Jakoś długo nie mogłem się przekonać do tego zespołu. Muzycznie było ok ale wokal Roba Halforda jakoś mi nie pasował. Mimo, że byli "Bogami metalu" nie należeli do moich ulubieńców. A przecież to oni stworzyli podwaliny pod NWoBHV. Gdyby ich nie było scena metalowa wyglądałaby całkiem inaczej...
Paradoksalnie przekonałem się do Judas Priest przy ich najmniej metalowym albumie, czyli "Turbo"... Jakoś wtedy dotarło do mnie, że Halford jest jednak wielkim wokalistą.
No i lubię ich i jego do dziś...

poniedziałek, 28 listopada 2011

Człowiek, bez którego nie byłoby Metalliki...

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku czasem urywałem się na wagary i jechałem sobie stopem do Warszawy do dwóch sklepów - w jednym odbierałem płyty Klubu Płytowego "Razem", w drugim kupowałem kasety.
Oczywiście wówczas 99% kaset było tym, co teraz nazywamy piractwem, ale prawo na to pozwalało. Kaset było sporo, a że człek miał ograniczony bardzo dostęp do informacji o muzyce, to czasem brał w ciemno coś o czym np. przeczytał jedno zdanie w jakiejś gazecie. Wystarczyło, że było tam napisane, że zespół taki to a taki jest zespołem heavy metalowym - już się kupowało... Oczywiście pod warunkiem, że zostały fundusze z przewidzianych wcześniej zakupów...
I któregoś razu, po zakupie chyba W.A.S.P., Judas Praist i czegoś tam jeszcze została mi kasa. No i kupiłem "w ciemno" Kinga Diamonda jakąś kasetę...
Powrót do internatu nie pozwolił mi na zapoznanie się z tymi kasetami, bo nie miałem wtedy nawet walkmena... W internacie zbiegowisko, bo sporo osób lubiło heavy metal - i nabożne przesłuchiwanie kaset.
Nagle w magnetofonie ląduje kaseta Kinga Diamonda. Muzyka zaczyna się super! I wchodzi wokal... I tu konsternacja totalna! Jak takim głosem można śpiewać do takiej muzyki! Co to za ścierwo! Tego nie da się słuchać!!!
Takie były opinie wielu osób i początkowo moja. Jednak nigdy nie miałem na uszach klapek i dałem szansę temu zespołowi/panowi... I nie żałuję...
To dzięki Kingowi Diamondowi zrozumiałem, że można wykonywać coś "tradycyjnego" całkiem inaczej i to nadal może być zarąbiste. Nie miałem wówczas pojęcia, że ten gościu jest uznaną marką w świecie heavy metalu, że pomagał Metallice i że oni sami twierdzą, że bez niego nie byłoby ich zespołu...
I chyba dzięki niemu tak bardzo polubiłem wszelkie łączenie odmiennych gatunków muzycznych...
Kim Bendix Petersen (bo takie jest prawdziwe imię i nazwisko Kinga Diamonda) otworzył mi oczy na wiele rzeczy...

niedziela, 20 listopada 2011

Kupczyk

Dzisiaj urodziny Grzegorza Kupczyka. Najbardziej znany jest oczywiście z działalności w zespole Turbo. Zespół o wielu twarzach. Jednak najważniejsza to ta z okresu "Dorosłych dzieci". I ten właśnie kawałek jest jednym z najważniejszych w historii nie tylko grupy Turbo ale w ogóle polskiego rocka...
A z Krzyśkiem cały czas kłócimy się o znaczenie tekstu :)
Szkoda, że teraz stacje radiowe zapomniały o tym zespole...
Grzesiu - 100 lat!

sobota, 5 listopada 2011

Muniek

Dzisiaj są urodziny Zygmunta Staszczyka, czyli Muńka... Wokalista T.Love... Chyba jedyny w Polsce popularny wokalista z wadą wymowy :) Ale to nie zarzut w tym przypadku... Dzięki temu jest rozpoznawany i tak charakterystyczny, że nie można go pomylić z nikim innym...
Bardzo lubiłem T.Love przed wyjazdem Muńka do WB. To dzięki nim się dowiedziałem czym jest taczanka :)
Nagrania sprzed 90 roku są dla mnie bardzo ważne i słucham ich dość często... Późniejsze utwory są fajne, jednak nie przemawiają do mnie tak jak te "starocie".
No i nie zapomnę koncertu w Chojnowie - zespół grał w MDK, ale nie na scenie, tylko w klubie (nie pamiętam, czy wtedy już to była Stokrotka, ale chyba wszyscy chojnowianie wiedzą o co chodzi) - sprzęt rozłożony na tym samym poziomie co publiczność (kilkadziesiąt osób). I mina chłopaków jak na pytanie "Co mamy zagrać?" krzyknąłem "Ogolone kobiety"... Zaskoczeni byli, że ktoś zna ten kawałek :) Zagrali :)
Jednak najważniejszym dla mnie ich utworem jest "To wychowanie"... To chyba drugi. po "Skórze" najważniejszy utwór mojego życia...

niedziela, 30 października 2011

King of Rock

Już kiedyś wspominałem, że hip-hop nie jest moją mocną stroną. Jednak czasem słucham i mam ulubionych wykonawców.
W 1985 roku ukazała się przełomowa dla tego gatunku płyta "King of Rock". Po raz pierwszy w historii do podkładów rapowania użyto prawdziwych, żywych instrumentów. W dodatku były to dość ciężkie riffy gitarowe nie kojarzone do tej pory z hip-hopem. Ale to nie koniec nowości. Również na tym albumie po raz pierwszy pojawił się nowy styl rymowania - jeden wokalista kończył wers, a drugi ciągnął następny... Dzięki takim zabiegom Run DMC, bo o nich tutaj mowa stali się najbardziej wpływowym zespołem hip-hopowym w USA.
Jak nieraz wspominałem bardzo lubię mieszanie gatunków, więc ta płyta baaaardzo przypadła mi do gustu. Teraz brzmi to może trochę archaicznie, jednak nadal energia płynąca z tej płyty poraża... Myślę, że gdyby nie Run DMC to nie byłoby zespołów w stylu Rage Against The Machine, czy niektórych utworów Anthrax...
A tak w ogóle to dzisiaj jest rocznica śmierci Jam Master Jay'a - jedynego członka zespołu, którego pseudonim nie występuje w nazwie grupy. W 2002 roku został zastrzelony w studiu nagraniowym.

sobota, 29 października 2011

A sponsorem dzisiejszego sprzątania jest...

Ensiferum - fińska grupa folk-metalowa. Co prawda więcej w ich muzyce thrashu, ale i elementy folkowe są częste. A nawet zdarzają się kawałki czysto folkowe - np. śliczny "Tears".
Ogólnie w wielkim skrócie można powiedzieć, że to skrzyżowanie Metalliki, Blackmore's Night i Running Wilde.
Bardzo fajnie sprzątało się dzisiaj mieszkanie przy tej muzyce... Tylko nie wiem, czy sąsiedzi byli zadowoleni :)



wtorek, 25 października 2011

Scorpions

Dzisiaj urodziny Matthiasa Jabsa - od 1978 roku gitarzysty grupy Scorpions. W roku następnym ukazała się płyta "Lovedrive". Co ciekawe w nagraniu płyty udział brało trzech gitarzystów - Matthias Jabs, Michael Schenker i Rudolf Schenker. Rudolf jako gitarzysta rytmiczny grał we wszystkich utworach, natomiast Matthias i Michael podzielili się kawałkami i nagrywali osobno.
Mimo tego album brzmi bardzo spójnie i zgodnie uznawany jest za najlepszą płytę w dyskografii zespołu.
W sumie nie wiem dlaczego ale druga połowa lat 70-tych ubiegłego wieku i lata 80-te to wysyp zachodnioniemieckich zespołów heavy metalowych, które na stałe weszły do kanonu tego gatunku.
Nie wiem również dlaczego, ale początkowo prawie wszystkie te zespoły nie przypadały mi do gustu :) Chyba chodziło o dość specyficzne barwy głosów wokalistów... Ale gdy w końcu się do nich przekonałem to moja miłość trwa do dzisiaj... Podobnie było właśnie ze Scorpions, z tym, że właściwie tylko właśnie z tamtego okresu ich płyty przypadają mi do gustu. Późniejsze, zaczynając od "Crazy World" jakoś dość często zalatywały, jak dla mnie, kiczem...

niedziela, 23 października 2011

Tom Waits drugi raz...

O Tomie Waitsie już wspominałem. Szczególnie ważna jest dla mnie płyta "Swordfishtrombones", ale i "Rain Dogs" czy "Blue Valentine" wiele dla mnie znaczą. Zresztą praktycznie wszystkie płyty Toma mają coś, co mnie do nich przyciąga.
Jutro ukazuje się jego nowa płyta "Bad As Me". Z tego co do tej pory słyszałem bęęęęęęęędzie się działo... Ten genialny kompozytor i wokalista, bardzo dobry aktor wraca do swojej przeszłości i właściwie rozlicza się z nią. Kawałki są prawie jak "The Best Of..." z tą różnicą, że to są kawałki całkiem nowe. Po prostu można na płycie znaleźć prawie wszystkie elementy, z którymi mieliśmy niesamowitą przyjemność zetknąć się na poprzednich płytach Mistrza...
Czyżby to była zapowiedź zmian???
O wielkości artysty niech świadczy chociażby fakt, że do tej pory ukazało się 8 (słownie: osiem) albumów "tribute"...
A tu przedsmak tego, co czeka nas na nowym albumie. Jak dla mnie... REWELKA!!!

sobota, 22 października 2011

Hanoi Rocks

Czy ktoś jeszcze ich pamięta? :)
Zapewne bardzo mało osób... A Hanoi Rocks to bardzo ciekawa kapela. Zarówno muzycznie, wizualnie, jak i biograficznie.
Muzycznie - bo tworzyli ciekawą mieszankę różnych gatunków, a wszystko zagrane z niezwykłym feelingiem i prawdziwym duchem rock'n'rolla. Mieszanka glam rocka, punk rocka, bluesa, muzyki garażowej była... bardzo przyjemna :)
Wizualnie - bo wyglądali jak przedstawiciele amerykańskich zespołów glam metalowych. I dlatego często błędnie lądowali na półce z tą muzyką, a czasem nawet heavy metalem.
Biograficznie - bo skandali z udziałem członków zespołu było wiele. W dodatku najpierw "mieszkali" w Helsinkach, potem w Sztokholmie, a jeszcze potem w Londynie. Tak, dobrze przeczytaliście - Hanoi Rocks to zespół... fiński :)
Zespół miał swoją wielką chwilę w Polsce. Było mnóstwo ich plakatów w różnych periodykach. Byli gwiazdą Rock Areny w Poznaniu w 1985 r. - i to był ostatni ich koncert przed zawieszeniem działalności...
Hanoi Rocks moim zdaniem to najbardziej amerykański z europejskich zespołów - w tym pozytywnym rozumieniu :)