Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pop. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 stycznia 2012

Coffee Break

Już nie raz pisałem, że zawsze lubiłem mieszanie gatunków. Najchętniej zupełnie sobie obcych :)
Coffee Break częściowo spełnia te wymagania. Częściowo, bo nie łączy w swojej twórczości zupełnie ekstremalnych odmian muzyki :) Za to można znaleźć tutaj soul, jazz, funky, pop...
I wszystko to jest podane ze smakiem i ze sporymi umiejętnościami.
Jednak po przesłuchaniu płyty mam pewien niedosyt. Ogólnie jest baaaaardzo ok, ale brakuje mi tutaj feelingu, zabawy - mam wrażenie, że wszystko jest przemyślane, przeliczone i zmierzone. Owszem, nie znam się na tego rodzaju muzyce, ale takie odnoszę wrażenie i chyba mam do tego prawo? ;)
Duży plus płyty - można jej słuchać cichutko, żeby leciała sobie w tle, ale można i bardzo głośno i wtedy można nawet tańczyć :)
Drugi wielki plus - płyta niesie pozytywne nastawienie - możesz pod jej wpływem zacząć się gibać i może pojawić się uśmiech na Twojej twarzy - taki pozytywny, wynikający z dobrych fluidów płynących z muzyki.
Plus kolejny wydania - na płycie jest teledysk, jest "Making of...", są zdjęcia gdzie m.in. można podziwiać prześliczną Monikę Wiśniowską.
Minus duży - dodatki są w formacie Adobe Flash Player 9 i na przykład na PS3 nie odpalą się :(
Ale bardzo polecam płytę - naprawdę miło się słucha...

piątek, 28 stycznia 2011

The Valentines

Boys-bandy to nie jest wymysł lat osiemdziesiątych. Owszem, w tych latach było najwięcej sztucznie tworzonych tego typu tworów tylko w celach komercyjnych. Nienawidziłem ich :) Ale i wcześniej były grupy, które można by określić takim mianem - nie mam na myśli sposobu ich tworzenia, ale sposobu w jaki odbierały go fanki :)
Jedną z nich jest The Valentines. Australijski zespół, który w latach sześćdziesiątych był niezwykle popularny na tamtym kontynencie - nagrał nawet jingla dla Coca Coli. A skąd moje nim zainteresowanie? Bo jednym z wokalistów był w tej grupie Ronald Belford Scott... A kto to? A jak napiszę Bon Scott to się rozjaśni? :)
Tak, ten Bon Scott, który później jako wokalista AC/DC odnosił triumfy na całym świecie. Jednak wcześniej również śpiewał i wcale nie heavy-metal, ale coś, co dzisiaj może kojarzyć się głównie ze staromodnymi dancingami.
The Valentines robili jednak to tak uroczo, że ich piosenki naprawdę mnie urzekły i całkiem często je słucham.
Przed The Valentines był jeszcze The Spektors, niestety znam tylko jedno ich nagranie i chętnie posłuchałbym więcej...
Czy ktoś dysponuje płytami tych dwóch zespołów? Bo ja mam tylko "Early Years"...

wtorek, 18 stycznia 2011

Kaas

Nie przepadam za "muzyką środka". Tzn. za tak popularnym popem. Często kawałki z tego nurtu są po prostu nijakie i nie wyróżniają się w żaden sposób spośród miliona innych... Jednak są wyjątki i są artyści, którzy teoretycznie mieszczą się w tym gatunku, a jednak proponują coś co wyróżnia ich na tle innych wykonawców.
I kimś takim jest dla mnie Patricia Kaas... Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam ją :) Może dlatego, że zaczynała od występów w kabarecie (nie w kabarecie rozumianym po polsku, ale bardziej po francusku, niemiecku) i to przekłada się na jej interpretację utworów...